Fragmenty przeczytają legniccy aktorzy: Magda Biegańska i Paweł Wolak.

 

Lech Raczak, legendarny reżyser, współtwórca Teatru Ósmego Dnia, wielki przyjaciel Teatru Modrzejewskiej w Legnicy, zmarł 17 stycznia 2020 roku. Stworzył w Legnicy osiem niezapomnianych spektakli, pojawił się tu jednak jako człowiek niemal sześćdziesięcioletni, dojrzały twórca, mający za sobą dekady życia artystycznego w PRL, na emigracji i w nowej Polsce. Jacek Głomb, dla którego Raczak był przyjacielem i mistrzem, namówił go do podzielenia się swoimi wspomnieniami. W ten sposób zaczęła powstawać barwna, wciągająca opowieść o twórczym życiu jednej z wielkich postaci polskiego teatru i polskiej kultury XX wieku. Niestety przerwała ją śmierć.

            Gawęda Raczaka dociera do początku stanu wojennego, jest więc swoistym „portretem artysty z czasów młodości”. Pozwala nam poznać początek teatralnej drogi lidera Ósemek, wykuwanie się specyficznej poetyki tej grupy, łączącej eksperyment sceniczny z politycznym zaangażowaniem poetyki tej grupy, spektakularne sukcesy, ale też zmagania z władzą i codzienność artysty-opozycjonisty w „Polsce Ludowej”.

Książka Życie niedokończone ukazuje się nakładem wydawnictwa Żywosłowie.

 

W spotkaniu wezmą udział Jacek Głomb i redaktor książki, prof. Dariusz Kosiński. Jej fragmenty przeczytają legniccy aktorzy.

 

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

 fragment książki:

Raczak: Jest rok 1970, stulecie urodzin Lenina i dyrektor szkoły w której uczyłem wtedy, wręczył mi broszurkę i mówi: „Proszę przerobić to z uczniami i przeprowadzić w przyszłym tygodniu quiz wiedzy o Leninie”. Z bólem serca wziąłem ją, przeczytałem i zrozumiałem, że to jest tekst, którego długo szukałem. Że jest do zrobienia spektakl nie tyle o Leninie, ile o trwających właśnie obchodach rocznicy urodzin Lenina, w trakcie których z wielu ludzi wychodzi służalstwo, skurwysyństwo, konformizm, wszystkie podobne stany. Wszyscy ulegają tej partyjnej presji. Była to broszurka wydana przez jakieś Ministerstwo Edukacji Narodowej jako pomoc naukowa. Zawarta w niej wiedza o Leninie to było coś niebywałego: jakie sporty uprawiał (jeździł na łyżwach), jakie piosenki śpiewał, jaką muzykę lubił (wyłącznie arie operetkowe).

Głomb: Po prostu ludzki Lenin.

Raczak: Ludzki Lenin. Już nie pamiętam dokładnie, ale to było straszne – wszystko uproszczone do wymiaru bajki. Jak dostałem ową broszurkę, to szybko poszukałem Opowieści o Leninie Michała Zoszczenki[1].

Głomb: Jedni mówią, że Zoszczenko sobie jaja robił, inni, że to pisał na serio.

Raczak: Jego teksty ukazywały się wtedy w księgarniach w ogromnym nakładzie, właśnie w stulecie urodzin Lenina.

Głomb: Podpisałeś swoim nazwiskiem scenariusz spektaklu. Napisałeś go na podstawie tej broszury, inspirując się nią…

Raczak: Zacząłem kombinować, co jeszcze można wykorzystać w spektaklu. Zaczęliśmy robić próby, improwizacje wokół leninowskich tematów, ale także wokół propagandowych haseł w rodzaju „noc kapitalizmu”, „noc średniowiecza”, jednak z takim założeniem, że to może być eksces, że to może być pokrzywione, groteskowe, satyryczne. I z czasem zacząłem układać scenariusz. Znowuż trochę tak, jak w drugiej wersji Dumy o hetmanie – kilku młodym ludziom nakazują przygotowanie sali na rocznicę, na akademię. W sali wisi resztka transparentu po ostatniej akademii, taki urwany transparent „8 marca Dzień Kob”. Okazało się, że wobec Marca 1968 roku to precyzyjnie uzmysławia kontekst[2]. Wnoszą portret Lenina, stawiają go niedbale gdzieś pod ścianą, głową w dół. Już w tym momencie widzom odbierało oddech w piersiach. Wszystko działo się w ramach przygotowania akademii. Powtarzano teksty, które mają paść podczas niej, według schematu: opowieść o wielkim człowieku, fragment radzieckiej klasyki, pieśń ludowa, wiersz rewolucyjny. To były podstawowe teksty w scenariuszu, tylko że pojawiały się w niewłaściwych kontekstach. Stawiają tego Lenina i ktoś zaczyna sobie przypominać wiersz, który ma powiedzieć – wiersz Bohdana Drozdowskiego o Leninie i mówi go tak, jakby nie rozumiał. Przypomina sobie, to nie brzmi właściwie – to już jest podejrzana sytuacja. Potem wszystko zaczyna się rozpieprzać… Wywołajmy więc ducha Lenina, organizujemy seans spirytystyczny – no więc już jaja. Któryś z uczestników akademii wyciąga z teczki tanie wino. Odbijają, rozkładają wielką czerwoną płachtę jak kocyk. Pijemy wino i śpiewamy ludową pieśń. Ta pieśń ma pierwszą zwrotkę klasyczną, a już druga zwrotka jest przerobiona, tak jak lud sobie lubił poprzerabiać: „Na kapuście duże liście, nie daj dupy komuniście. Jak się partia o tym dowi, to ci dupę upaństwowi”. W tym momencie na sali przerażenie. Spektakl rozwijał się przez szereg takich prowokacji, a na końcu bohaterowie mówią: „Nie, pieprzymy tą akademię”. Owijali się czerwoną płachtą, tak, żeby nie było widać ich twarzy i wychodzili z sali. I wtedy publiczność dołączała do nich pod tę płachtę. Ale zanim doszło do premiery, dostaliśmy zawiadomienie z ZSP, że w tym roku w Lublinie odbędzie się festiwal, na którym każdy teatr obowiązkowo ma zagrać przynajmniej piętnastominutowy spektakl na temat Lenina. My już mieliśmy gotowy. Zgłosiliśmy jako zwykły spektakl Escurial i jako dodatkowy Wprowadzenie do…

Głomb: Ale dlaczego taki tytuł ?

Raczak: Bo nie wiedzieliśmy do końca, jaki wybrać. Pomysł pewnie pojawił się na wzór leninowskich tytułów typu Wprowadzenie do historii Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej. Ale to byłoby absolutnie niecenzuralne, więc tak jak na transparencie – ucięliśmy tytuł.