DO POŁOWY XIX WIEKU

Początki teatru w Legnicy giną w mroku dziejów. Kuglarze i żonglerzy (wędrowni muzykanci, śpiewacy, tancerze) musieli występować w mieście już od jego początków. Z pewnością wieków średnich sięga też tradycja uświetniania przedstawieniami teatralnymi uroczystości tak kościelnych, jak i świeckich, choć nie przechowały się żadne namacalne tego dowody. Uchwytne ślady legnickiego życia teatralnego pojawiają się w początkach XVII stulecia. Głównym nurtem był wówczas teatr szkolny, odgrywany po łacinie oraz po niemiecku, oraz teatr jezuicki, wystawny i bogaty inscenizacyjnie: używano w nim efektów świetlnych, latających maszyn, malowanych kulis i ruchomych dekoracji. Warto wspomnieć, że zarówno spektakle szkolne, jak i jezuickie były subsydiowane przez miasto.
 Dla celów teatralnych często używano wówczas tzw. Sali Komedii (Comoediensaal) w miejskich sukiennicach; odnajmowano ją wędrownym trupom aktorskim. Niektóre przedstawienia odbywały się też na zamku oraz – od roku 1709 – w salach Akademii Rycerskiej. Jeden z jej rektorów, niejaki Joppich, napisał nawet wystawioną w lipcu 1739 roku sztukę pod łacińsko-niemieckim, niemiłosiernie długim na barokową modłę tytułem, opowiadającą o radości Polaków i Ślązaków (tak tak!) z nawrócenia z pogaństwa na chrześcijaństwo pod panowaniem Mieszka I. W rok później pokazano też mieszczanom sztukę o bitwie z Tatarami w 1241 roku.

W NOWEJ SIEDZIBIE (1842-1933)

 
Kres wojen napoleońskich otworzył w Legnicy epokę intensywnego rozwoju. Miastu przestała wystarczać Sala Komedii – przybytek Melpomeny w postaci ponurej klitki z twardymi krzesłami, zastawionej beczkami z zatęchłą wodą, stojącymi tu na wypadek pożaru. Plan budowy nowego teatru poparł burmistrz Gottlob Jochmann, który oprócz talentów administracyjnych miał też zamiłowania poetyckie i sam był autorem przeszło czterystu wierszy. Budynek mający przypominać florencki pałac Strozzich zaprojektował Carl Ferdinand Langhans młodszy, autor m. in. gmachu opery wrocławskiej. Uroczyste otwarcie nowej sceny odbyło się w dniu Bożego Narodzenia 1842 roku. Zapomnianą dziś sztukę Friedricha Halma „Syn puszczy” (Der Sohn der Wildnis) wystawił ansambl Carla Heinricha Butenopa (niemal przez całe pierwsze stulecie działalności w nowym gmachu teatr nie miał stałego zespołu). Wyrecytowano specjalnie na tę okazję napisany hymn, oprawę muzyczną zapewniła orkiestra pod batutą samego Benjamina Bilsego. Jednak żaden z przybyłych widzów – a ponoć nie było ich znów tak wielu – nie mógł skupić się na sztuce, wszyscy bowiem podziwiali pyszny wystrój wnętrza. Kolejny spektakl chciały już za to obejrzeć takie tłumy, że o pilnowanie porządku przy wejściu trzeba było poprosić żołnierzy. Ci jednak okazali się mało skuteczni: w długiej kolejce doszło do awantur i wybijania szyb. Po tak mocnym początku teatr nigdy już nie narzekał na brak zainteresowania publiczności.


LEGNICKI TEATR W III RZESZY

 
Gdy w roku 1933 władzę w Niemczech przejęli naziści, zapragnęli rozciągnąć kontrolę także nad teatrami. Wyasygnowano nań większe niż dotąd kwoty, a zamiast wynajmu wędrownym trupom, powierzano go czasowo urzędnikowi zwanemu intendentem, który był zarazem menedżerem i kierownikiem artystycznym. Legnicki teatr rozwinął w tych warunkach niezwykle ożywioną działalność. Grano przez dziewięć miesięcy w roku siedem razy w tygodniu; w niedzielę często nawet dwa razy – było to możliwe dzięki sporemu zespołowi, składającemu się z aktorów dramatycznych, śpiewaków, tancerzy (płci obojga) i orkiestry. Wystawiano błahe farsy i operetki, ale i poważne dramaty oraz opery, w tym także dzieła Wagnera. Nikt nie kłopotał się o reklamę, a mimo to o bilet na jedno z przeszło pięciuset miejsc (nie licząc stojących) ustawiała się długa kolejka, i to już na kilka godzin przed otwarciem kasy. Szczęśliwe czasy kulturalnego nienasycenia w świecie bez telewizji…
Przez większość najmroczniejszych lat hitleryzmu (1938-1943) intendentem Teatru Miejskiego w Liegnitz był Richard Rückert, śliski karierowicz (posadę uzyskał dzięki życzliwemu wsparciu NSDAP), ale też niezły aktor i śpiewak, a przede wszystkim wyborny teatralny impresario, który sprowadził na legnicką scenę świetnych artystów, zwłaszcza śpiewaków; wielu z nich (Alexander Miltschinoff, Theodor Bitzos) prosto z Liegnitz wychwytywano do wielkich miast niemieckich, gdy tylko ich talent wyszedł na jaw. W zarządzanym przez Rückerta teatrze nie obyło się oczywiście bez trybutu składanego epoce: w westybulu na wchodzących spoglądało popiersie Hitlera, na ścianie wisiały jakieś jego złote myśli. Grano sztuczydła piewców reżimu, ale nie zapominano też o klasyce (Goethe, Schiller, Lessing) oraz dziełach dwudziestowiecznych (popularny był Hauptmann). Co ciekawe, Rückert wystawił także kilka utworów pióra miejscowych dramaturgów, jak np. powstałą na 700-lecie bitwy na Legnickim Polu widowiskową sztukę dziennikarza Maxa Weinerta pt. Die Wahlstatt, która – gloryfikując wszak księcia z polskiej dynastii – nie wywołała bynajmniej zachwytu nazistowskich władz. Fakt, że Rückert nie obawiał się niezadowolenia czynników, dowodził z jednej strony jego dobrych kontaktów z władzą, z drugiej zaś pewnego sprytu. Na scenie bowiem mógł wówczas pojawić się jedynie utwór zatwierdzony przez kierownika literackiego Rzeszy (Reischsdramaturg); tekst Weinerta nie zyskałby pewnie jego błogosławieństwa.
Od listopada 1943 roku teatrem zawiadywał Ernst Badekow. Nie było mu dane rozsiąść się na długo w dyrektorskim fotelu. We wrześniu 1944 roku nastąpił koniec niemieckiego teatru w Liegnitz. Wraz z ogłoszeniem „wojny totalnej” zamknięto wszystkie teatry w III Rzeszy, zmuszając artystów do pracy fizycznej na rzecz wojny. Na jednym z zachowanych zdjęć intendent Badekow sumiennie kopie szańce, które miały pomóc w obronie miasta przed nawałą ze Wschodu. Nie pomogły.


POWOJENNE PRZEPYCHANKI

 
Po nadzwyczaj łatwym zdobyciu Liegnitz przez Armię Czerwoną budynek teatru został bezsensownie zdemolowany, w czym główny udział mieli żołnierze radzieccy. Siedzenia, oświetlenie, kurtyny, kostiumy, rekwizyty, wszystko, co nie było trwale przytwierdzone, włącznie z kurtyną, wyniesiono i wywieziono. Scena z orkiestrą działała w Domu Oficera, dając także występy gościnne (m.in. w zrujnowanym Wrocławiu). Kiedy jednak rok 1946 ogłoszono w ZSRR „rokiem kultury”, dowództwo PGWAR uznało, że teatr musi zająć miejsce dla siebie przeznaczone. Zleciwszy Niemcom posprzątanie gmachu, utworzono w nim Rosyjski Teatr Dramatyczny Północnej Grupy Wojsk, wprowadzając do czystych wnętrz zespół osiemnastu aktorów. I to nie byle jakich. Byli to w większości zdemobilizowani lub wyzwoleni z obozów pracy artyści teatrów moskiewskich, leningradzkich, kijowskich. Stanowiska dyrektorskie zajęli wojskowi (z artystycznym zacięciem – np. administracją kierował major Boris Pawłowicz Smit, który bywał także dyrygentem). Funkcje pozaartystyczne pełnili Polacy. Maksimum co dwa, trzy sezony obsada aktorska musiała się zmienić, zapewne aby artyści nie zachłysnęli się zbytnio „Zachodem”. Dlatego do 1964 roku (kiedy to Teatr rozwiązano, a gmach przekazano Polakom) przez legnicką scenę przewinęło się ich niemal dwustu.
Otworzywszy ciąg występów bogato zainscenizowaną amerykańską rewią, radziecki teatr w Legnicy grał przez blisko dwadzieścia lat, zdobywając – mimo ówczesnej sowietofobii – uznanie dla kunsztu wykonawców i realizatorów (a byli wśród nich tak znani sowieccy aktorzy, jak np. Fiodor Odinokow z imponującą filmografią liczącą 111 pozycji). Polakom o twórczym zacięciu pozostały inicjatywy amatorskie. Już 31 sierpnia 1945 roku „Pionier” donosił: „Kierownictwo Towarzystwa Miłośników Sceny (TMS) obiecuje wystawić za trzy tygodnie pogodną komedię Fredry »Pana Jowialskiego«. Czekamy”. Swoje grupy teatralne prowadził Henryk Karliński. Intensywnie działał też amatorski teatr żydowski, występujący w zrujnowanym dziś gmachu przy ul. Nowy Świat. Kres położyła mu emigracja większości legnickich Żydów w wyniku ponurych ekscesów roku 1968. Gmach teatru w Rynku był wówczas już od czterech lat w polskich rękach, funkcjonując jako dom kultury. Wielokrotnie co aktywniejsi marzyli o utworzeniu w mieście stałej sceny, co spotykało się niezmiennie z sarkaniem władz wojewódzkich we Wrocławiu: nie widziały one takiej potrzeby.
 

POLSKI TEATR W PÓŁ-RADZIECKIEJ LEGNICY

 
Gdy Legnica uzyskało status województwa, kwestia teatru stała się kwestią prestiżową i zagościła na partyjnej wokandzie. Uradzono, że w mieście wojewódzkim teatr być musi. Zabezpieczywszy na ten cel odpowiednie fundusze, rozpoczęto poszukiwania kadr i remont gmachu, bezceremonialnie zacierając przy tym neoklasyczny polor wnętrz. W trakcie trwającej niemal rok pracy (pracowali tu także więźniowie) boleśnie odczuwano niedostatki gospodarki centralnie planowanej: permanentne kłopoty z zaopatrzeniem nie pozwalały dotrzymywać terminów – wielu kierowników i dyrektorów przypłaciło to zwolnieniami ze stanowisk. Fasadę teatru malowano na wariata w noc przed oficjalnym otwarciem; ludzie stali na strażackich drabinach, podstawionych z rozkazu wojewody. 27 listopada 1977 roku uroczyście otwarto sezon premierą „Lata w Nohant” Jarosława Iwaszkiewicza w reżyserii Józefa Wyszomirskiego. A kiedy ucichły oklaski oficjeli i wszyscy wytrzeźwieli po bankiecie, trzeba było ponownie wdziać roboczy fartuch i dokończyć remont. O solidności tego ostatniego świadczy fakt, że wychodzących po premierze czterech radzieckich generałów o mało co nie zmiażdżył kawał sufitu, który zgruchotał ladę szatni, wieszaki i krzesła tuż po tym, jak wojskowi zabrali stamtąd swoje płaszcze. Ekipa budowlana nie zdążyła też przygotować garderób: poczatkowo aktorki rozbierały się w namiocie rozbitym w głębi sceny, panowie zaś w kulisach.
 Pierwszym dyrektorem polskiego teatru w Legnicy został aktor krakowskiego Teatru Starego, Janusz Sykutera. Jego szumne zapowiedzi „rozpoznawania społecznych potrzeb i oczekiwań” oraz angażowania „dojrzałych” reżyserów spaliły na panewce; skończyło się na miałkich intelektualnie i słabych aktorsko przedstawieniach bajek, lektur i klasyki (często – co zrozumiałe – wschodniej proweniencji). Nie można przy tym przymykać oczu na obiektywne trudności teatralnej roboty w Legnicy: brak wykwalifikowanej kadry, mało intensywne życie kulturalne miasta i niską przez to kulturę artystyczną jego mieszkańców, wreszcie niechęć lub ostentacyjne lekceważenie ze strony prasy. Wszystko to pogłębiało konflikt między dyrekcją a zespołem aktorskim. Kiedy po euforii Sierpnia ’80 nadszedł czas zmian, Sykuterę zmuszono do ustąpienia ze stanowiska. Zrodziła się nadzieja, że teatr odbije się od aż nazbyt dobrze wyczuwalnego dna.
 

NOWE CZASY, NOWE WYZWANIA

 
Przez ponure lata osiemdziesiąte legnicką placówkę przeprowadził Józef Jasielski. Od samego początku pracy wykazywał on ogromne ambicje. Dekada jego rządów upłynęła pod znakiem arcydzieł polskiej i światowej dramaturgii. Jasielski umiał się z nimi mierzyć, czytać je świeżo i niebanalnie, nadać im dramaturgiczną spójność i sceniczny polor, ale legnicki zespół najczęściej nie był w stanie tym arcydziełom podołać.
Józef Jasielski opuścił Legnicę w 1990 roku na fali przemian, zwolniony na wniosek zakładowej komisji „Solidarności”. Dziesięć lat jego heroicznej pracy nie dało niestety odczuwalnego rezultatu. Teatr legnicki nadal funkcjonował w świadomości publicznej jako złowieszcze widmo, którym w szkołach teatralnych straszono leniwych studentów („Jak nie będziesz pracował, to pójdziesz do Legnicy!”); prasa przeważnie sarkała, jeśli jakiś dziennikarz przypadkiem zabłąkał się w te strony, o co skądinąd nie było łatwo.
 Pierwszym dyrektorem w nowych czasach został aktor Łukasz Pijewski. Mało skutecznie próbował on zachęcić legniczan do odwiedzania teatru, stawiając na lekki repertuar oraz bajki. Za jego kadencji teatr przestał istnieć jako samodzielna instytucja, stapiając się w hybrydyczną całość z Wojewódzkim Domem Kultury. Przeciwko temu pomysłowi, który w znacznym stopniu paraliżował jakąkolwiek teatralną inicjatywę, protestowało wiele środowisk – bezskutecznie. Na znak protestu z teatru odeszła część techniki i większość zespołu aktorskiego: de facto przestał on istnieć. Pijewski miotał się przez jakiś czas, próbując obsadzać spektakle gościnną kadrą, co na dłuższą metę nie mogło się udać. Po jego zwolnieniu nastały dwa lata chaosu. W teatrze zapanowała dwuwładza: z jednej strony rządzili menedżerowie (Zbigniew Kraska, później Bogusława Machowska), z drugiej kierownictwo artystyczne (Jacek Głomb & Robert Czechowski, następnie Krzysztof Rościszewski). Głomba i Czechowskiego, ekspansywnych i niepokornych, proponujących repertuar ambitny, zaskakujący i różnorodny, próbujących uzdrowić legnicki teatr, odtworzyć zespół i odzyskać zaufanie publiczności, zwolniono dyscyplinarnie po kilku miesiącach pracy. Rościszewski zrezygnował sam, nie widząc dla siebie szansy w zaistniałej sytuacji, kiedy teatr pozbawiony był nie tylko stałej ekipy aktorskiej oraz technicznej, ale też wystarczających środków finansowych. W sierpniu 1994 roku w dyrektorskim fotelu w Legnicy zasiadł Jacek Głomb. Z jego postacią wiąże się nierozerwalnie ostatnia dekada legnickiego przybytku Melpomeny.
 

CZASY GŁOMBA

 
Teatr w Legnicy trzeba było zbudować praktycznie od podstaw. Głombowi udało się skompletować znakomity zespół, zaprosić do pracy świetnych reżyserów, zainscenizować wiele spektakli, które zyskały ogólnopolski rezonans i odwiedziły międzynarodowe festiwale. Udało mu się wpisać w przestrzeń miasta i wyznaczać jego kulturalny puls; udało mu się wpisać w przestrzeń całego kraju, którego kulturalne oblicze efektywnie współtworzy.

W 1999 roku teatr legnicki odzyskał autonomię i przyjął imię wielkiej polskiej aktorki, Heleny Modrzejewskiej.

Dyrektorskie lata Jacka Głomba to dzieje niezwykle ciężkiej pracy, znaczonej coraz większymi sukcesami [nagrody]. Za wcześnie jeszcze na ich podsumowanie. Cała Polska patrzy na Legnicę. O Teatrze Modrzejewskiej jest ciągle głośno, ale miejmy nadzieję, że najgłośniejsze jeszcze przed nim.
 
Robert Urbański

Wykorzystano następujące publikacje:

1. Jonannes Bunk, Deutsches Theater in Liegnitz, Hofheim/Ts. 1992 („Beiträge zur Liegnitzer Geschichte, Bd. 22).
2. Carl H. Hiller, Bok drugiego balkonu [w:] Teatr Miasta – Miasto Teatru. Dawna Legnica i jej teatr we wspomnieniach mieszkańców, oprac. R. Urbański, współpr. C. H. Hiller, Legnica 2003, s. 30-40.
3. Hans-Joachim Henske, Legnicki teatr miejski tuż po wojnie [w:] Teatr Miasta…, s. 106-107.
4. Krzysztof Kopka, Dwadzieścia lat. Subiektywna historia legnickiego teatru, [Legnica 1998].